Inagaki Sugimoto Etsu - Córka Samuraja

09:45 0 Comments A+ a-


Całkiem niezła powieść autobiograficzna opowiadająca historię młodej Japonki, pani Sugimoto, rzuconej przez los na obcy kontynent. Wychowana w tradycyjnej rodzinie, została zmuszona do odnalezienia swojego miejsca w całkiem odmiennej niż wcześniej jej znana kulturze. Sporo dosyć trafnych spostrzeżeń i porównania pomiędzy dwoma tak różnymi światami. Bardzo dogłębna analiza stosunków pomiędzy kobietą i mężczyzną - najpierw pomiędzy córką i ojcem, później żoną i mężem. Czasami zdziwienie amerykańskimi obyczajami wydaje się lekko podkoloryzowane, a trzeba mieć na uwadze to, że akcja powieści rozgrywa się głównie na przedmieściach, pośród domów jednorodzinnych z wielkimi trawiastymi ogrodami. Czy zdziwienie głównej bohaterki byłoby większe, gdyby rzeczywiście zobaczyła większy kawałek Stanów Zjednoczonych niż tylko własne podwórko? Z pewnością tak.

Ciekawym zabiegiem jest częste przytaczanie różnych ludowych opowieści, czytanie o tym, skąd wzięły się dane obyczaje, jak barwną miały genezę. Są to piękne historie, niejednokrotnie przemycające różnorakie wskazówki odnośnie pewnych postaw moralnych, którym hołdowano w ówczesnej Japonii. Niestety jest w tym jeden szkopuł, który dosyć mnie irytował - część z tych wtrąceń wydaje się kompletnie wyrwana z kontekstu. Historia toczy się, nagle ni z tego ni z owego czytamy dosyć długą opowieść, po czym znowu wracamy do głównego wątku fabularnego i zastanawiamy się, o co tak właściwie chodziło. Podobny problem jest również z całą powieścią. Początkowe rozdziały sprawiają wrażenie losowo zebranych wydarzeń, które nie tworzą całości. Część początkowych rozdziałów można spokojnie wyrwać z książki i wrzucić do dowolnego zbioru opowiadań, w którym jednak jako samotne byty nie potrafiłyby się obronić ani formą, ani fabułą. Przez początek książki było mi zatem dosyć ciężko przebrnąć. Lepsza sytuacja jest w kolejnych rozdziałach, w których historia już toczy się płynnie, z rozdziału na rozdział i człowiek nie czuje się zagubiony.

Zakończenie książki bardzo rozczarowuje. Czytelnik z chęcią dowiedziałby się, jak wygląda rzeczywistość, którą bohaterka zastanie w Ameryce po tych wszystkich latach. Czy coś istotnego uległo zmianie? Czy Matka nadal mieszka w swojej willi? Jak dziewczynki odnajdą się na nowo w zderzeniu z kulturą, w której się wychowały? Owszem, cenię sobie otwarte zakończenia, ale nie w przypadku książek autobiograficznych. Historia zdaje się być ucięta w pewnym punkcie. Człowiek zastanawia się, czy ktoś nie wyrwał kartek z kolejnym(i) rozdziałami.

A ja siedziałam i myślałam, czy Hanano tak naprawdę była szczęśliwa. Nie była smutna, ale bardzo się zmieniła. Jej oczy były spokojne, bez blasku; usta lekko opadły, a jej szybki i wesoły sposób mówienia stał się cichy i powolny. Łagodna i pełna wdzięku? Tak. Ale gdzie się podziała jej szybka reakcja na każde moje słowo? Gdzie jej radosny zapał, żeby wszystko zobaczyć, poznać i zrobić? Moja mała amerykańska dziewczynka tak aktywnie zaciekawiona życiem, odeszła.
- Nie możemy zapominać, żono - odpowiedział - o wychowaniu przynależnym do samurajskiego domu. Lwica pozostawia młode na skraju stromej skały i bez litości patrzy, jak lwiątko schodzi w dół. Serc krwawi jej z bólu, ale mu nie pomaga. Tylko w taki sposób można zdobyć życiową siłę.